RSS
niedziela, 28 grudnia 2014

Pavlova to kwintesencja słodyczy, czysto hedonistyczna przyjemność. Nie będę zatem udawać, ze proponuję coś dla poprawy zdrowia, bo to poprawia tylko humor :) Czasami potrzeba i tego, więc, bez wyrzutów sumienia, proponuję przepis na najsłodsze ciasto świata. Jedno jest pewne - jest bezglutenowe. 

składniki:

4 białka

szklanka cukru

łyżka octu winnego

łyżka mąki ziemniaczanej

1/2 litra słodkiej śmietany (najlepiej 36%, minimum 30%)

owoce

ewentualnie 50g czekolady dowolnej

 Białka ubijamy na sztywną pianę. DO ubijania białek dodaje się szczyptę soli, nie ma to wpływu na smak, ale lepiej i szybciej się ubija. Dodajemy powoli cukier, cały czas ubijając. Na koniec mieszamy z łyżką mąki ziemniaczanej i octem. To jest gotowa masa na bezę. Wykładamy ją do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Piekarnik trzeba nagrzać do 180 stopni, po włożeniu bezy zmniejszyć temperaturę do 100. Piecze się ok. godziny, Po tym czasie najlepiej jest uchylić piekarnik i poczekać aż beza wystygnie. 

Bezę wykładamy, nakładamy na nią ubitą uprzednio śmietanę i owoce. Najlepiej jest latem, jak jest dużo świeżych owoców, ale z powodzeniem można użyć też mrożonych, jak ja zrobiłam tym razem. U mnie użyłam jeżyn, jagód i malin, ale mogą być dowolne. Aby słodycz była jeszcze większa można to jeszcze udekorować rozpuszczoną czekoladą. 

Przyjemność jest wielka, chociaż u mnie była trochę krótka. Ciasto wytrwało dwie godziny, bo nie dało się oderwać od niego rodziny :)

W tym roku z okazji świąt, postanowiliśmy zrobić rodzinną kolację i to, co lubimy najbardziej. Dlatego bardzo się ucieszyłam, jak przy okazji porządków udało mi się znaleźć dawno zgubiony przepis na ciasteczka owsiane. Jako miarkę użyłam małą szklankę, ok 200 ml. 

Składniki: 

pół osełki masła

szklanka brązowego cukru (najlepiej pudru)

3 jajka

łyżeczka mielonej wanilii

1 1/2 szklanki mąki owsianej

4 szklanki płatków owsianych (nie instant)

1/2 szklanki kruszonych orzechów

szklanka rodzynek

szklanka mleka

 

Przygotowanie: 

Miksujemy masło z cukrem na gładką masę. Dodajemy jajka, miksujemy dalej. Masa powinna być dość puszysta. Dodajemy mleko, mąkę, wanilię i miksujemy na gładkie ciasto. Dodajemy płatki, orzechy i rodzynki, mieszamy dokładnie łyżką. 

Ciasteczka wkładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i pieczemy ok 20 minut. Z takiej porcji wychodzi ok 25 ciasteczek. 

Owies sam w sobie nie zawiera glutenu, ale trzeba na niego uważać, często bywa "zanieczyszczony" innymi zbożami. Najlepiej kupować płatki i mąkę certyfikowane.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Nie wiem właściwie, dlaczego do tej pory nie ma tu przepisu na zupę z kiszonych buraków. To zupa, która na naszym stole pojawia się bardzo często. 

Zacznijmy od kiszenia buraków. Robi się to niezwykle łatwo, podobnie trochę do kiszenia ogórków. Buraki trzeba obrać, umyć, pokroić na plastry (niezbyt grube, ok 0,5 cm). Buraku wkładamy do słoika, dodajemy kilka ząbków czosnku (na litrowy słoik wystarczą 2, ja dodaję trochę więcej, bo wszyscy lubimy ostrzejsze potrawy). Zalewamy to chłodną przegotowaną osoloną wodą (1 1/2 łyżki soli na litr wody). Słoik zakręcamy, odstawiamy w ciepłe miejsce. Po ok tygodniu na powierzchni pojawi się piana, należy ją zdjąć i buraki są gotowe. Można je spokojnie kilka tygodni przechowywać w lodówce. Buraki i sok używam do zupy, ale sok można też po prostu pić, jest niezwykle zdrowy. 

 Mając gotowe kiszone buraki ugotowanie zupy jest dość proste. 
Zaczynamy jak zwykle od wywaru warzywnego. Jak najpierw na oliwie podgrzewam trochę kurkumy, dodaję do tego włoszczyznę (marchewka, pietruszka, por, seler) i zalewam wodą. Doprawiam liśćmi laurowymi i zielem angielskim. Gotujemy ok 45 min, wyjmujemy warzywa i wywar jest gotowy. Dodajemy starte na grubej tarce buraki (mniej więcej pół na pół surowe i kiszone). Jeżeli lubimy zupę bardziej esencjonalną można najpierw podgotować kilka całych buraków w wywarze i po wygotowaniu "smaku" je wyjąć. Można też dodać kilka pokrojonych ziemniaków albo startą marchewkę. Jak dodaję jeszcze ugotowaną fasolę i wychodzi mi coś na kształt barszczu ukraińskiego. Zupę zakwaszamy sokiem z kiszonych buraków, według smaku, solą i pieprzem. 

A dlaczego buraki? Otóż to bardzo niedoceniane warzywo.

Ogólnie wiemy, że jako warzywa muszą mieć mnóstwo witamin. Ale akurat buraki mają dużo tylko kwasu foliowego, trochę witaminy C (więcej jej zawiera kwas buraczany, bo w trakcie fermentacji powstaje kwas askorbinowy) i jeszcze mniej witaminy B1. Jest w nich natomiast dużo pierwiastków mineralnych: żelazo, wapń, magnez, potas, mangan, sód, miedź, chlor, fluor, cynk, bor, lit, molibden, kobalt oraz rzadko spotykane w warzywach rubid i cez.

Mimo że buraki nie są bogatym źródłem żelaza, to wspaniały środek krwiotwórczy, dawno uznany przez medycynę naturalną. Zapobiega anemii, co więcej, wspomaga leczenie białaczki. Zawarte w burakach barwniki należą do bardzo silnych przeciwutleniaczy i czterokrotnie zwiększają przyswajanie tlenu przez komórki. Wspomagają więc układ krwionośny.

Kwas foliowy, w który obfitują buraki, nie tylko warunkuje prawidłowy rozwój płodu, ale też pomaga usunąć z krwiobiegu homocysteinę - jej wysoki poziom może wywołać choroby serca. Buraki pomagają unormować poziom cholesterolu, przeciwdziałają też zwapnieniom naczyń krwionośnych.

Piękny kolor buraków to zasługa betaniny antyutleniacza chroniącego przed niszczącym działaniem wolnych rodników. Z tego powodu buraki należą do warzyw najskuteczniej zwalczających raka. Czerwone pigmenty unicestwiają wolne rodniki, które uszkadzając DNA, przyczyniają się do powstawania nowotworów. Już pół wieku temu naukowcy zauważyli, że stan chorych na raka przewodu pokarmowego lub pęcherza, którzy wypijali 2 szklanki soku z surowych buraków dziennie, poprawia się. Dziś wiemy też, że buraki wspomagają organizm po chemioterapii, przy niedokrwistości i anemii.

Chorzy na cukrzycę nie powinni jeść buraków, ponieważ nawet w ich ćwikłowej odmianie jest aż 9,5 proc. cukru (indeks glikemiczny buraków jest wysoki, IG = 64). Natomiast dla dzieci i młodzieży, a także kobiet w ciąży, szczególnie przecież narażonych na niedobory kwasu foliowego i anemię, potrawy z buraków są bardzo wskazane. Buraki są niskokaloryczne - mają zaledwie 38 kcal w 100 g.

Burak w każdej postaci wzmacnia odporność organizmu na choroby, zwłaszcza wirusowe. Jeśli więc dopadnie nas grypa czy też mononukleoza (choroba zakaźna, która objawami przypomina ostrą, ropną anginę, ale wywołuje również znaczne powiększenie śledziony i wątroby), pijmy sok z buraka. Może on złagodzić ich przebieg. Buraki mają też działanie wykrztuśne, pomagają więc przy kaszlu.

Dzięki właściwościom zasadotwórczym buraki przywracają równowagę w żołądku po zakwaszających go mięsiwach i słodyczach. Tradycyjne zestawienie tej jarzynki z potrawami z królika czy dziczyzny ma bardzo głębokie uzasadnienie. Buraki łagodzą też skutki nadużycia alkoholu.

Panie w okresie menopauzy zawsze powinny pamiętać o burakach, które zmniejszają ryzyko zachorowania na osteoporozę. Podobnie jak soja, łagodzą dolegliwości przekwitania: dotleniają serce, wyrównują jego pracę, zmniejszają także ciśnienie krwi, łagodzą dokuczliwe uderzenia gorąca i nawracające migreny.



czwartek, 19 czerwca 2014

Sezon na młodą kapustę w pełni, więc dzisiaj o kapuście. Mój przepis na młodą, wiosenną kapustę jest niezwykle prosty. 

Główkę młodej kapusty siekamy i płuczemy gorącą wodą. Dzięki temu kapusta pozbędzie się goryczki. 

Na oliwie w garnku należy zeszklić cebulę (2 nieduże). dodajemy kapustę, podlewamy wodą, żeby kapusta się nie przypaliła i dusimy. Można dodać trochę startej marchewki, jak ktoś lubi. Gdy kapusta jest miękka dodajemy łyżkę naturalnego octu jabłkowego, sól i pieprz do smaku. Na koniec dodajemy opakowanie śmietany 18% i dużo świeżego koperku. Z młodymi ziemniakami to doskonały obiad. 

Smacznego


Kapusta leczy kaca, choroby stawów i wszelakie guzy. Zapobiega anemii i obrzękom, podnosi odporność i zapewnia piękne włosy, skórę i paznokcie.

Nawet osoby z nadwyrężoną wątrobą mogą jeść kapustę. Jest niskokaloryczna - 100 g ma zaledwie 40 kcal. Witaminy C tyle w niej, co w cytrynie (30-36 mg w 100 g, a głąb ma jeszcze więcej). Komplet niezbędnych dla zdrowia witamin z grupy B, sporo witaminy A, trochę witamin E, K i rutyny. Podczas gotowania można poczuć obecność siarki, która poprawia wygląd włosów, skóry i paznokci. W kapuście są też minimalne ilości niezbędnego dla zdrowia arsenu. Ale jej największe skarby to wapń, magnez, potas. Żelaza oraz  kwasu foliowego najwięcej jest w zewnętrznych, zielonych liściach. 

Szczególne właściwości lecznicze ma sok z kapusty. Picie go wzmacnia odporność, pomaga na anemię i obrzęki spowodowane nadmiernym zatrzymywaniem płynów w organizmie. Po trzech tygodniach codziennej szklanki soku te ostatnie znikają bez śladu. Kapuściany sok to także uznawane nawet przez medycynę lekarstwo na wrzody żołądka. W ludowej praktyce stosuje się okłady z soku lub liści na bóle reumatyczne i neuralgiczne oraz przy leczeniu ranek i wrzodów.  Coraz głośniej mówi się o właściwościach przeciwnowotworowych kapusty - obecne w niej związki chemiczne (indole) pomagają w profilaktyce raka o podłożu hormonalnym: jajników, piersi, prostaty i jąder.

Ból stawów dotkniętych artretyzmem zmniejszymy okładem z liści kapusty. Bierzemy 2-3 największe liście wierzchnie, lekko rozbijamy tłuczkiem, by zmiękły, ale nie były dziurawe. Owijamy je wokół rur z ciepłą wodą lub kładziemy na kilka minut na kaloryferze.  Ciepłymi okładamy chory staw, owijamy bandażem lub ręcznikiem, by kompres nie tracił ciepła, i zostawiamy na kwadrans. Kompresy można powtarzać w ciągu dnia wielokrotnie. Pomogą także na zwichnięcia.

W XVII wieku ładunki kiszonej kapusty chroniły załogi statków przed chorobami. Ludzie nie wiedzieli wówczas, co to są witaminy, antybiotyki, dobroczynne enzymy czy bakterie, ale intuicyjnie jedli je w postaci kiszonki. Zapobiegała szkorbutowi oraz odmrożeniom, wzmacniała system odpornościowy, a okłady z soku pomagały na bóle reumatyczne i owrzodzenia. To wspaniałe źródło wapnia i potasu, a nade wszystko naturalny antybiotyk regulujący pracę układu trawiennego. Dzięki bakteriom, które podczas fermentacji wytwarzają dodatkowy kwas askorbinowy, ma więcej witaminy C niż surowa. Inny produkt tego procesu - kwas mlekowy - wspaniale oczyszcza przewód pokarmowy z bakterii gnilnych, za to stwarza idealne warunki do rozmnażania dobroczynnych bakterii jelitowych. Ostatnio pokazała się na rynku czerwona kiszona kapusta. Ma nieco delikatniejszy smak i jest zdrowsza od białej, bo ma dużo antyutleniaczy jak selen i witamina E.

 

czwartek, 10 kwietnia 2014

 

 Quinoę używam czasami do zupy, ale zawsze kusiło mnie, żeby spróbować z niej coś więcej.  Dzisiaj na dodatek zamarzył mi się obiad taki, jaki pamiętam z przedszkola - kotlety mielone, ziemniaki i buraczki. I postanowiłam, ze to jest właśnie ten dzień, kiedy się z nią zabawię. Wyszło super - kotlety z quinoa i fasoli z ziemniakami i sałatką. To danie zdecydowanie częściej będzie się pojawiało u nas na niedzielnych obiadach rodzinnych.

 

 

Składniki na kotlety:

- pół szklanki quinoa

- pół szklanki białej fasoli

- 2 jajka

- 1 szalotka

- 1/4 szklanki mąki ryżowej

- łyżeczka kuminu

- sól i pieprz

- olej do smażenia

Fasolę moczymy na noc i gotujemy. Quinoę też gotujemy, bez namaczania. Wszystkie składniki dokładnie miksujemy, formujemy kotleciki i smażymy na rumiano w obu stron (najlepiej na oleju rzepakowym). 

Do tych kotletów doskonale pasują tzatziki. Potrzeba do nich:

- jogurt naturalny, gęsty

- ogórek

- 2-3 ząbki czosnku

- sól, biały pieprz

Ogórek trzeba obrać, zetrzeć na tarce z grubymi oczkami, posolić i odstawić na 20 minut. Powinien w tym czasie puścić wodę, którą można wylać. Do tego wciskamy czosnek, dodajemy jogurt i doprawiamy solą i białym pieprzem "do smaku".

Podawać je można z ziemniakami, gotowanymi albo pieczonymi i surówką. U mnie najczęściej jadana u nas - sałata, pomidor, papryka i odrobina oliwy czosnkowej, ale myślę, że świetna byłaby też z czerwonej kapusty. 

I ja zwykle - kilka słów, dlaczego wybrałam właśnie quinoę:

Quinoa, czyli komosa ryżowa, uprawiana była w górskich regionach Chile, Peru i Boliwii już ponad 5 tysięcy lat temu. Nazywana przez cywilizację Inków „matką zbóż”, dodawała sił starożytnym wojownikom. Wbrew swojemu przydomkowi komosa, podobnie jak gryka i amarantus, należy do grupy tzw. pseudozbóż, czyli roślin wytwarzających nasiona bogate w skrobię, lecz nie będących zbożami. Ta biologiczna klasyfikacja z kulinarnego punktu widzenia nie ma jednak znaczenia, quinoa przygotowuje się bowiem podobnie jak kasze. A ponieważ to warzywo liściowe spokrewnione ze szpinakiem i boćwiną, jej liście również nadają się do spożycia.

Quinoa na tle innych warzyw wyróżnia się bardzo wysoką zawartością wartościowego białka. Nie zawiera przy tym glutenu, nadaje się więc dla osób z celiakią i będących na diecie bezglutenowej. Białko zawarte w komosie to tak zwane białko kompletne, czyli zawierające wszystkie niezbędne aminokwasy, które nie są syntetyzowane w organizmie ludzkim i muszą być dostarczane wraz z pożywieniem. Szczególnie istotna w quinoa jest obecność dużych ilości lizyny, aminokwasu ważnego dla wzrostu i odnowy tkanek.

Nasiona komosy zawierają więcej tłuszczu niż ziarna zbóż, jednak tłuszcz ten stanowią głównie wartościowe, nienasycone kwasy tłuszczowe, między innymi te z grupy omega-3, występujące przede wszystkim w rybach. Na tle zbóż quinoa wyróżnia się również wysoką zawartością witaminy E.

Oprócz białka, quinoa zawiera szereg innych, cennych dla zdrowia składników odżywczych. Jest bogatym źródłem manganu, magnezu, wapnia, żelaza, miedzi i fosforu, dlatego jej spożycie jest zalecane osobom z migrenowymi bólami głowy, cukrzycą i miażdżycą.

 

19:00, totheroots
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 marca 2014

Dawno mnie tu nie było. Nie oznacza to, że się znudziłam. Nic z tych rzeczy, ani pisaniem, anie zdrowym odżywianiem. Los skierował mnie na trochę inne tory, ale wracam i postaram się bywać regularnie. 

Wiosna nadeszła, więc przywitamy ją dzisiaj na słodko. Ciasto marchewkowe cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Nie dziwi to o tyle, że jest naprawdę wyśmienite. Ja zaproponuję najzdrowszą jego wersję - na oliwie i oczywiście bez glutenu.

 

Do przygotowania ciasta potrzeba: 

2 dosyć duże marchewki

1/2 szklanki oliwy

1/2 szklani mąki migdałowej

1/2 szklani kruszonych migdałów (można użyć szklanką mąki migdałowej; ja lubią kawałki migdałów w tym cieście, dlatego używam pół na pół)

3 jajka

pół szklanki cukru (może być trochę mniej)

1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej

sok z 1/2 cytryny + starta skórka

10 dkg rodzynek

100 ml białego rumu

3 łyżki prażonych orzeszków piniowych (niekoniecznie)

Marchew trzeba zetrzeć na tarce. Rodzynki włożyć do rondelka, zalać rumem, doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu przez 3 minuty.

Cukier ubijamy z  oliwą, aż mieszanka będzie lekko kremowa. Dodać jajka, a kiedy masa będzie jednolita dodać do niej mąkę migdałową, migdały, gałkę muszkatołową, tartą marchewkę, rodzynki z rumową zalewą, a na końcu skórkę i sok z cytryny.  

Ciasto wlewany do formy. Jest dosyć rzadkie, za pierwszym razem, kiedy robiłam to ciasto martwiłam się, ze za bardzo i na pewno nie wyjdzie. Otóż nie, takie ma być :) Można tę masę posypać orzeszkami piniowymi, uprażonymi na suchej patelni. Piecze się je ok. 30 - 40 minut w 180 stopniach.

Do ciasta marchewkowego doskonale pasuje krem z mascarpone, bardzo prosty:

250 dkg mascarpone

2 łyżki cukru pudru (ja używam tylko trzcinowego, mielę go po prostu w młynku)

2 łyżki rumu

sok z cytryny

Wszystkie składniki miksuje się na gładką masę i ... gotowe.

have fun :) 

 

 

niedziela, 29 września 2013

Postanowiłam zrobić pasztet, Byłam na 100% pewna, że mam z domu fasolę mung i to z niej miał być ten pasztet. Kupiłam wszystkie pozostałe składniki, rozłożyłam w kuchni, sięgam po fasolę i ... okazało się, że to zielony groszek. Cóż było robić, lodówka świeciłą pustkami, zrobiłam pasztet z zielonego groszku. Wyszedł rewelacyjnie.

Groszek namoczyłam na noc i następnego dnia ugotowałam z przyprawami: 

2 kulki jałowca, 2 liście laurowe, 1/2 łyżki majeranku, 1/2 łyki tymianku, 2 szczypty kurkumy, kilka ziarenek kozieradki i koniecznie łyżeczkę kuminu.

 Pozostałe składniki pasztetu to: 

- 2 marchewki

- 2 nieduże pietruszki

- kawałek imbiru

- duża cebule

- kilka ząbków czosnku

- sól, pieprz

- kilka łyżek mąki ryżowej (lub innej bezglutenowej)

Ugotowany groszek (lub fasolę) trzeba zmiksować. Marchwkę i pietruszkę ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Cebulę kroimy na brobną kostkę, posmażamy lekko na oliwie. Dodajemy wyciśnięty czosnek, starte warzywa, starty imbir, dusimy kilka minut na patelni. Mieszamy uduszone warzywa z groszkiem, doprawiamy w miarę potrzeby, dodajemy mąkę. Wykładamy całość do wysmarowanej blaszki i pieczemy (ok 45 min). Ja lubię chrupiącą skórkę, dlatego po upieczeniu wyjmuję pasztet z blaszki i piekę jeszcze chwilę. 

A skąd wziął się u mnie pomysł na pasztety z fasoli czy groszku? Bo nie ma cenniejszych roślin.

Przez wieki rośliny strączkowe były jednym z najważniejszych składników codziennych posiłków ze względu na zawarte w nich białko. W XX wieku ich spożycie znacznie spadło na korzyść mięsa. W świetle ostatnich badań nad skutkami jedzenia dużej ilości mięsa oraz rosnącą wiedzą o przemysłowych metodach hodowli zwierząt coraz więcej ludzi z niego rezygnuje. To z kolei powoduje konieczność poszukiwania nowych źródeł białka i powrót do roślin strączkowych.

Nasiona roślin strączkowych zawierają 25-30% białka oraz dużą ilość błonnika (3-8%). Zawierają witaminy z grupy B oraz witaminę E. Ze składników mineralnych zawierają potas, wapń, magnez, żelazo, fosfor, siarkę, mangan, kobalt, cynk i molibden.

W Chinach przypisuje się właściwości lecznicze roślinom strączkowym w zależności od koloru związanego z którymś z Pięciu Elementów. I tak:

– czerwone warzywa strączkowe (Element Ognia) – wpływają na serce i jelito cienkie – fasola azuki, fasola nerkowata (kidney), soczewica czerwona;

– żółte warzywa strączkowe (Element Ziemi) – oddziałują na śledzionę, trzustkę i żołądek – ciecierzyca, soja, żółty groch;

– białe rośliny strączkowe (Element Metalu) – działają na płuca i jelito grube – fasole jaś oraz lima, drobna biała fasola;

– czarne i brązowe rośliny strączkowe (Element Wody) – wpływają na nerki i pęcherz moczowy – fasola czarna, czarna soja, soczewica brązowa;

– zielone rośliny strączkowe (Element Drzewa) – oddziałują na wątrobę i pęcherzyk żółciowy – fasola mung, zielony groszek, fasolka szparagowa.

Wiele osób źle trawi rośliny strączkowe i po ich spożyciu odczuwa dolegliwości układu trawiennego. Bardzo często jest to wynikiem nieprawidłowego przygotowania roślin strączkowych. Wystarczy je namoczyć na kilka godzin i do gotowania dodać trochę kuminu, aby uniknąć wzdęć czy innych problemów.

Każda z roślin strączkowych na swoje właściwości, Poniżej trochę informacji o najpopularniejszych:

Soja – ma najwyższą zawartość białek ze wszystkich roślin strączkowych, jest silnie zasadotwórcza. Posiada bardzo wysoką wartość odżywczą – zawiera sole wapnia, fosforu, siarki itp., witaminy B1, B2, C, E, K, PP oraz dużo lecytyny. Wspomaga leczenie wielu chorób, m.in. serca, mózgu, nerwów, przewodu pokarmowego. Może być pomocna w leczeniu gośćca stawowego i artretyzmu i ma działanie przeciwmiażdżycowe. Pomaga przywrócić prawidłowe funkcje trzustki, przede wszystkim przy cukrzycy. Wzmacnia śledzionę i trzustkę, korzystnie wpływa na jelito grube. Wskazana przy toksemii w ciąży oraz zatruciach pokarmowych. Należy wówczas pić wywar z soi. Ziarno soi jest ciężkostrawne i nadaje się do spożycia tylko bardzo dokładnie ugotowane (wcześniej namoczyć, wodę odlać i ugotować w świeżej oraz po zagotowaniu dwu- lub trzykrotnie odlewać). Soję należy gotować z glonem kombu. Lepiej jadać łatwiejsze do strawienia produkty fermentowane z soi, jak miso, sosy sojowe, tempeh i tofu, które mają jeszcze większe walory lecznicze niż ziarno, dzięki procesowi fermentacji. Kiełki soi wychładzają i stosuje się je w leczeniu skurczów, artretyzmu, kaszlu, zastoju pokarmu będących objawami nadmiaru gorąca w organizmie. Objawami chorób związanych z nadmiarem ciepła są także: język obłożony żółtym nalotem, żółty śluz, skąpe oddawanie moczu o ciemnożółtej barwie. Należy uważać na sojowe odżywki i białka w proszku, gdyż często zawierają niezdrowe denaturowane białko i w procesie przemysłowym przetworzone zostają w sposób dla człowieka niewskazany.

 

Ciecierzyca – jest bogatsza w żelazo niż inne strączkowe. To dobre źródło tłuszczów wielonienasyconych. Korzystnie wpływa na śledzionę, trzustkę i żołądek.

 

Soczewica – jest bardzo bogatym źródłem nie tylko lekkostrawnego białka, ale  także wapnia i żelaza. Zawiera beta-karoten oraz witaminy B i PP. Korzystnie wpływa na śledzionę, trzustkę i żołądek. Działa moczopędnie. Wzmaga aktywność nerek i nadnerczy. Pozytywnie działa na serce i krążenie.

 

Fasola mung – jeden z bardziej wartościowych gatunków fasoli. Posiada zdolność oczyszczania układu sercowo-naczyniowego. Usuwa wszelkie toksyny, więc wskazana jest do oczyszczania organizmu. Korzystnie wpływa na wątrobę i woreczek żółciowy. Zmniejsza objawy gorącej wilgoci w organizmie, redukuje obrzęki (zwłaszcza nóg), działa moczopędnie. Wskazana w postaci lekkiej zupy do picia w leczeniu zatruć pokarmowych oraz biegunki. Taka zupa pomaga też przy nagłych stanach zapalnych skóry oraz przy dolegliwościach, którym towarzyszą objawy gorąca (nerwowość, brak cierpliwości, nadmierne pragnienie, problemy z oddawaniem moczu). Stosowana w leczeniu świnki, oparzeń, czyraków, udaru słonecznego, zapalenia spojówek, zatruć ołowiem i pestycydami, wysokiego ciśnienia krwi oraz owrzodzeń żołądkowo-jelitowych z objawami gorąca. Posiada silnie wychładzające właściwości. Jeszcze bardziej wychładzająco działają kiełki fasoli mung, ale za to posiadają cenne właściwości oczyszczania organizmu z toksyn.

 

Fasola jaś – jako jedna z nielicznych fasoli ma silne właściwości alkalizujące, neutralizuje nadmierną zawartość kwasów w organizmie, powstałą wskutek zbyt dużego spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego oraz żywności wysoko przetworzonej. Posiada mniej tłuszczów niż inne gatunki fasoli. Zawiera fosfor, magnez, żelazo, wapń, cynk oraz witaminy A, B1, B2, PP. Korzystnie działa na wątrobę i płuca. Obniża, podobnie jak inne fasole, poziom cukru we krwi, a więc jest pomocna w leczeniu cukrzycy. Nadmiar fasoli może sprzyjać powstawaniu wola, dlatego do jej gotowania oraz do posiłków, w których skład wchodzi, należy dodawać glony morskie (ze względu na jod).

 

Fasola azuki – posiada działanie osuszające, leczniczo stosuje się ją u osób z nadmiarem wody w organizmie (również przy otyłości). Zmniejsza obrzęk. Wzmacnia funkcje nerek i nadnerczy oraz serca i jelita cienkiego. Odtruwa organizm. Na dolegliwości nerkowe pije się 1/2 filiżanki wywaru z azuki na pół godziny przed posiłkami (1 filiżankę fasoli namoczonej w 5 filiżankach wody należy gotować przez 1 godzinę – w tej samej wodzie). Regularne picie takiego wywaru wzmaga laktację u matek karmiących. W wypadku przedłużającego się krwawienia u kobiet, zaleca się żucie 5 surowych ziaren fasoli, aż menstruacja ustanie. Przy śwince lub czyrakach stosuje się bezpośrednio na skórę opatrunek z pasty (zmielone nasiona azuki + nieco ciepłej wody oraz taka ilość miodu, aby powstała pasta). Wspomagające w leczeniu tych dolegliwości jest picie wywaru z azuki.

 

Czarna fasola – korzystnie wpływa na nerki i funkcje rozrodcze. Działa moczopędnie. Stosuje się ją w leczeniu bólów krzyża i kolan, przy bezpłodności i niekontrolowanych wytryskach nasienia. Wywar z czarnej fasoli (przygotowywany w podobny sposób jak z fasoli azuki, z tą różnicą, że wodę z moczenia fasoli należy odlać i gotować w świeżej) jest skuteczny przy kamieniach nerkowych, problemach z oddawaniem moczu, przy uderzeniach gorąca podczas menopauzy oraz przy zapaleniu krtani i chrypie.

Fasola nerkowata (Kindey) – ma działanie schładzające. Działa moczopędnie. Stosuje się ją w leczeniu obrzęków i opuchlizny. Reguluje poziom cukru we krwi, więc wskazana jest przy cukrzycy.

 

Fasola szparagowa – wzmacnia śledzionę, trzustkę i nerki. Wskazana przy cukrzycy, biegunkach, upławach u kobiet oraz przy niekontrolowanym wytrysku nasienia.

Zielony groszek – wzmacnia śledzionę, trzustkę i żołądek. Harmonizuje trawienie. Działa moczopędnie i lekko przeczyszczająco. Może być pomocny w wypadku obrzęków, zaparć, skurczów, pryszczy i wykwitów skórnych. Posiada dużą zawartość witaminy E oraz beta-karotenu. Jednak groszek konserwowy traci bardzo dużo swych cennych składników odżywczych (zwłaszcza witaminę E).

15:20, totheroots
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 września 2013

Amarantus jest nie do przecenienia. Nie ma chyba innego ziarna, które miałoby tyle wartości odżywczych. Ja bardzo chętie używam mąki z amarantusa do naleśników. 

Przygotowanie ich nie różni się wiele od smażenia tradycyjnych naleśników. Potrzebne będzie:

ok 1/2 litra mleka

1 jajko

24 dag mąki z amarantusa. Można też dodać innej mąki, np. kasztanowej, migdałowej albo kokosowej, smak naleśników będzie jeszcze ciekawszy.

olej kokosowy do smażenia

Mleko jajko i mąkę miksujemy. Konsystencja ciasta powinna być jak zwykłego ciasta naleśnikowego. Lubię zmażyć je na oleju kokosowym z kilku powodów. Przede wszystkim ma on bardzo wysoką temperaturę palenia. Poza tym naleśniki na nim smażne mają bardzo delikatny kokosowy posmak. Naleśniki z amarantusa powinny być trochę mniejsze i grubsze niż tradycyjne, to raczej amerykańskie pancakes, inaczej mogę sie kruszyć. Ja najbardziej lubię je z twarogiem i owocami. Jeżeli ktoś lubi słodycze, można to dodatkowo polać syropem klonowym, z agawy albo miodem. To prawdziwie królewskie śniadanie. Nawet, jeżeli nie są idealnie równe, jak moje :)

Czytałam niedawno sporo o amarantusie. Warto wiedzieć, co w nim jest takiego cennego. 

Amarantus (po polsku szarłat) to jedna z najstarszych roślin uprawianych na świecie. Pierwszymi, którzy odkryli jego niezwykłą wartość byli starożytni Aztekowie. Poza tym że potrawami z amarantusa karmili swoich wojowników, używali ich też w swoich obrzędach. Z tego powodu przez długi czas jego uprawa była zakazywana przez kościół katolicki. W latach 70-tych odkryto go ponownie. Badania pokazały, że zawiera on mnóstwo składników mineralnych. Zawartość magnezu, wapnia, fosforu, żelaza czy potasu jest wyższa niż w jakimkolwiek innym zbożu. W nasionach amarantusa jest dużo nienasyconych kwasów tłuszczowych, niezbędnych w profilaktyce miażdżycy, nadciśnienia i chorób serca. Z kolei duża zawartość błonnika pomaga regulować poziom cholesterolu, oczyszcza przewód pokarmowy i poprawia perystaltykę jelit. Szarłat zawiera też łatwo przyswajalną, drobną frakcję skrobii, kóra jest lekkostrawna i szybko dostarcza energii. Dla wegetarian to bardzo ważny składnik diety ze względu na bardzo dużą zawartość białka o bardzo wysokim stopniu przyswajalności (ok 75%; dla porównania: przyswajalnośc białka w mięsie to 70%, to chyba obala opinię, że wegetarianizm powoduje niedobory tego składnika). Wysoka zawartość żelaza i witamin, zwłaszcza z grupy B, powoduje, ze amarantus jest wskazany przy leczeniu anemii i dla kobiet w ciąży. No i do tego nie zawiera glutenu. 

Coraz popularniejszy jest popping z amarantusa czyli preparowane ziarno amarantusa, któremożna dodawać do sałatek, jogurtów, musli, oraz wypieków.

sobota, 24 sierpnia 2013

Od kilku dni obiecuję sobie wstawić nowy przepis, ale zajęłam sie innymi sprawami i jakoś ciągle brakowało mi czasu. No i teraz przyszła pora, zeby zebrać się w sobie i to nadrobić. Dzisiaj pomyślałam, że pora na deser: ciasto czekoladowo-czekoladowe z czekoladą i wiśniami. Ciasto oczywiście jest bezglutenowe i przygotowane z organicznych produktów, ale poza tym nie doszukujcie się w nim właściwości zdrowotnych, Jedzenie go to czysto hedonistyczna przyjemność. Dla mnie to jedna z ostatnich przyjemności przed dietą, którą chcę sobie wkrótce zrobić, ale to nie temat na dzisiaj.

 

Ciasto jest bardzo proste do wykonania, właściwie nie może się nie udać, chyba, że się je przypali :)

Składniki:

kostka masła lub margaryny

3 gorzkie czekolady (najlepsze są takie, gdzie jest 70% kakao)

4 jajka

4 łyżki cukru

2 łyżki kakao

2 łyżki mąki (może być jakakolwiek mąka bezglutenowa; ja przy osstatnim cieście dodałam łyżkę ziemniaczanej i łyżkę kasztanowej, ale wcześniej robiłam tylko z ziemniaczanej i też było ok; można dodać migdąłową albo kokosową ciasto będzie miał wtedy fajny posmak)

ok 1/2 kilograma wiśni

Jaka miksujemy z cukrem na puszystą masę (powinna być prawie biała, nawet, jeżeli używa się brązowego cukru). Dodajemy do tego rozpuszczone masło z dwiema tabliczkami czekolady (może być trochę przestudzone) i dalej miksujemy, na mniejszych obrotach. Dodajemy kakao i mąkę, mieszmy. Można dodać 1/2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia, ale jeżeli masa z jajek i cukru jest naprawdę dobrze zmiksowana, proszek nie jest potrzebny. dodajemy trzecią tabliczkę czekolady, pokrojoną na drobne kawałeczki, mieszamy łyżką. Wylewamy na blaszkę posmarowaną masłem, na wierzchu układamy wiśnie. Najlepsze są oczywiście świeże wydrylowane, ale zimą z powodzeniem mogą też być mrożone albo z konfitury. Pieczemy w temperaturze 200 stopni ok 30 minut.

Smacznego! Ciekawa jestem Waszych wrażeń. :)

23:42, totheroots
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Miałam ostatnia dwie prośby o wstawienie przepisu. Jedna to hummus, a druga placki z mąki z amarantusa. Placków dawno nie robiłam, więc najpierw hummus (przepraszam Renia, zrobię, ustalę proporcje i wstawię; obiecuję :))

Hummus to w pewnym sensie mój powrót do korzeni, czyli na Bliski Wschód. Tam sięgają korzenie mojej rodziny, dość dalekie co prawda, ale zawsze. 

Do przygotowania hummusu można użyć gotowej pasty z sezamu (tahiny), ale ja wole wszystko robić ręcznie. 

Składniki: 

5 łyżek ziaren sezamu (białego)

2 łyżki oliwy z oliwek

1 łyżka oleju sezamowego

kilka ząbków czosnku

sok z połówki cytryny

ok 25 dag ciecierzycy (może być z puszki lub słoika, albo można ugootować w domu; przed ugotowaniem cieciorkę trzeba namoczyć na noc i potem gotować na małym ogniu 2-3 godziny bez soli). Uwaga! Nie wylewamy wody, pozostałej po gotowaniu albo w puszce, może sie jeszcze przydać. 

Ziarna sezamu wsypujemy na suchą patelnię, prażymy tak, żeby stały się lekko brązowe. MIelimy, dodajemy oliwę z oliwek i dokładnie miksujemy. DOdajemy czosnek, sok z cytryny i olej sezamowy i miksujemy dalej. Nie przestając dodajemy po trochu cieciorki. W zależności od konsystencji można dodać trochę wody pozostałej po cieciorce lub dosolić do smaku. 

Hummus jest bardzo dobry z pitą, ale z racji pszenicy, z której się ją robi nie jadam, więc u nas w domu używa się go po prostu jako pasty do chleba. Libańczycy (to właśnie z Libanu oryginalnie pochodzi hummus) czy Izraelczycy dodają do niego czasami pikle, ostrą papryczkę albo inne dodatki, ale nie jest to konieczne. 

 
1 , 2
Top Blogi